Alternatywny słownik studenta

Przedstawiamy Wam drodzy – obecni i przyszli – Studenci kompendium wiedzy, biblię i Koran każdego żaka, który pragnie wiedzieć, co na studiach piszczy. Poniższy słownik warto wydrukować, oprawić w ramki i powiesić nad swoim stanowiskiem studenckiej pracy. Drugi egzemplarz koniecznie zalaminujcie i noście zawsze przy sobie. Nigdy nie wiadomo, kiedy kolega ze studenckiej ławy zapyta Was, kiedy odbędzie się „kolos”, a wykładowca rzuci Wam w twarz, że z zaliczeniem może być ciężko 🙂

Akademik – przechowalnia studentów połączona z klubem nocnym. Tutaj jak nigdzie indziej połączysz przyjemne z pożytecznym. „Bo w akademiku była impreza”, to najlepsza wymówka dla tych, którzy mają problemy ze skupieniem się na nauce.

Asystent – stan pośredni pomiędzy „magistrem” a „doktorem”, czyli więcej niż student, mniej niż wykładowca. Ten moment edukacji, w którym ostatecznie decydujesz, czy przejdziesz na Ciemną Stronę Mocy i staniesz po stronie akademickich Belfrów.


Biblioteka – skarbnica wiedzy wszelakiej, zazwyczaj… niedostępnej z powodu ograniczonej ilości materiałów ją utrwalających. Jeżeli Twój wykładowca poleca jakąś książkę i przestrzega, że jest tylko jeden jej egzemplarz, możesz być pewien, że tenże egzemplarz został akurat wypożyczony przez tegoż wykładowcę.


Choroba – i nagle okazuje się, że nie chodzisz do pracy, a potrzebujesz L4…


Dwója – ocena niedająca już takiej samej satysfakcji jak w szkole średniej. Niestety nie upoważnia ona studenta do spokojnego snu podczas sesji.

Dziekanat – akademicki odpowiednik świątyni, miejsce mistyczne, siedziba najwyższych uczelnianych bóstw; patronek tych, którzy przedłużają sesję i odbierają i indeksy. Boginie mające siedzibę w dziekanacie nazywane są Paniami z Dziekanatu.

 

Egzamin – nadejście każdej apokalipsy, również egzaminu obwieszczają symptomy, które najlepiej wyczytać z wyglądu studenta. Podkrążone oczy, drżące dłonie, części garderoby poplamione ciemnobrązową cieczą. Kolejny etap to miarowe bicie głową w ścianę (patrz również „kolos/koło/kolokwium”).

 

Indeks – dowód na to, że bycie studentem wcale nie czyni człowieka dorosłym. Jak bowiem wytłumaczyć fakt, że w kilka lat po ukończeniu szkoły podstawowej rodzice znowu mogą sprawdzać dzienniczek…

 

Juwenalia – Jedne z tych dni, które studenci spędzają najintensywniej. Swą tradycją sięgają wieków średnich, więc by ponieść kaganek oświaty w zamroczone umysły braci studenckiej, poświęcają oni ten czas głównie na studiowanie… Zazwyczaj zawartości portfela w celu odnalezienia zagubionych resztek gotówki, pozwalających nabyć płynne wspomagacze kreatywności.

 

Kampania wrześniowa – jak mawiał mistrz Yoda: „Kłopoty wyczuwam, wrzesień idzie…” (patrz również „sesja poprawkowa”).

Kolos/koło/kolokwium – mały armageddon, w odróżnieniu od dużego końca świata zwanego inaczej egzaminem. Pojawia się nieregularnie podczas  semestru. Mimo że zazwyczaj koło zapowiadają wszelkie znaki na niebie i ziemi, a nawet sam prowadzący zajęcia, to i tak najczęściej zaskakuje ono studentów już w sali ćwiczeń.

Ksero – błogosławiony cud techniki niezbędny do przetrwania na studiach. Pozwala na dowolne powielanie wiedzy (zazwyczaj nie swojej), która być może kiedyś nawet zostanie przyswojona przez studenta. Najważniejsze jednak to posiadać kserówkę dowolnego papierka, który akurat pojawia się w korytarzowym obiegu. Mniej istotne jest, czy się go kiedykolwiek przeczyta.

Legitymacja studencka – najważniejszy dokument noszony w portfelu studenta, aktualnie niedysponującego własnym środkiem transportu. Uprawnia do znacznych zniżek na przejazdy komunikacją publiczną. Dlatego jeżeli akurat kończysz studia, prawdopodobieństwo, że ów dokument zagubisz, zostanie ci perfidnie skradziony lub zniszczony, wynosi więcej niż 99%.

Magister – murgrabia, magazynier. Nagroda za wieloletnie potyczki z edukacją. Wymarzony cel wszystkich studentów. Jego posiadanie gwarantuje studentom kierunków humanistycznych prawidłowe wypowiadanie „A może frytki do tego?”

Nauka – pora raz na zawsze zdementować plotki, jakoby istniała na studiach. Student się nie uczy. Student studiuje. Bo co innego robiłby na studiach?

„Nic nie umiem” – zwrot, który wypowiadają przed egzaminem największe uczelniane dziobaki po to, aby dać wyraz solidarności z tymi, których wiedza naprawdę opuściła. Nie szkodzi, że po wyjściu z egzaminu popsują im humor jeszcze bardziej, wynosząc w indeksie 5.

Obiegówka – dowód braku długów wszelakich wobec uczelni i jednostek jej podległych. Ostatni moment, kiedy masz okazję pojawić się we wszystkich najważniejszych uczelnianych obiektach. W przypadku studentów informatyki, obiegówka wymusza np., wcześniej starannie unikane, pójście do biblioteki.

Obrona – jak sama nazwa wskazuje reakcja na zagrożenie, jakim jest zakończenie edukacji i otrzymanie tytułu naukowego. Istnieje wiele rodzajów obrony jak ucieczka lub unikanie jej. Niektórym studentom udaje się ona nawet kilka lat. Jednak niewątpliwie najsłuszniejszą formą obrony jest atak i stawienie czoła promotorowi i reszcie członków komisji. Po zwycięskim starciu można szczycić się tytułem np. murgrabiego.

 

Panie z dziekanatu – dzielimy na dwa rodzaje: te, które przychyliłyby ci nieba i te, które najchętniej wyrzuciłyby cię za drzwi, już w chwili usłyszenia kroków na korytarzu. Niezbędny łącznik studenta z instancjami wyższymi, jak wykładowca czy dziekan. Boją się ich wszyscy pracownicy uczelni. Nie podskoczy im nawet prorektor.

Praktyki – jedyny moment, kiedy student ma okazję zakosztować pracy w zawodzie, do którego teoretycznie przygotowują go studia. Najczęstszą sumą umiejętności wyniesionych z praktyk, jest sztuka parzenia kawy i bezkolizyjnego dostarczenia jej na wyznaczone miejsce.

 

S.E.S.J.A. –  w wolnym tłumaczeniu nigdy nie dezaktualizujące się: System Eliminacji Studentów Jest Aktywny. Bolesny kontakt z rzeczywistością. Sesja przypomina, że studiowanie to nie tylko imprezy i życie towarzyskie, lecz również ciężka praca w celu nabywania wiedzy. Okres ten jest czasem przemyśleń nad fundamentalnymi zagadnieniami takimi, jak: „co ja robie na tym kierunku”. Sesja ma również swoje dobre strony. Pozwala studentom wzbić się na wyżyny intelektualne i skompresować naukę z 5 miesięcy w 2 dni.

Sesja poprawkowa – czasem tak bywa, że wykładowca bardzo polubi niektórych studentów i chce ich spotkać jeszcze raz. Taką możliwość daje sesja bis. Bezpodstawną i oszczerczą plotką jest, iż konieczność uczestnictwa w sesji poprawkowej wynika z nieuctwa. To po prostu wynik sympatii wykładowców do studentów.

Studia dzienne – przedłużenie dzieciństwa, kiedy to rodzice zapominają, że ich dziecko ukończyło 18 lat, bo „przecież jeszcze się uczy”. Upoważniają do czerpania korzyści majątkowych z domowego budżetu.

Stypendium naukowe – zapomoga, którą pilny student może otrzymać za wybitne na tle innych kolegów wyniki w nauce. Prawdopodobieństwo jego otrzymania jest niemal tak pewne, jak wybudowanie linii metra w Katowicach. Zwłaszcza, że uzależnione jest ono od średniej, a ta z reguły jest zawsze niższa niż student oczekiwał.

Średnia – magiczna liczba będąca wynikową indywidualnych osiągnięć studenta w zderzeniu z matematycznymi zdolnościami pań z dziekanatu. Metody jej wyliczania niby zawsze są oczywiste, ale wynik końcowy zależny jest od matematyki obecnie obowiązującej na danym wydziale.

 

Wojsko – jeszcze do niedawna zapewniany przez państwo obóz pozwalający studentowi podbudować podupadłe zdrowie i odpocząć psychicznie. Obecnie podobnie jak na studia, trzeba się postarać by się tam dostać.

Zaliczenia – są jak pokemony – musisz mieć je wszystkie. Niepozorne znaczki w księdze gości (indeksie), które odpowiednio szybko zebrane, pozwalają cieszyć się wakacjami i zniżkami na komunikację miejską w kolejnym semestrze.

Zaoczni – jak sama nazwa wskazuje, znajdują się poza polem widzenia (oczami) innych studentów, tzw. dziennych (patrz również „studia dzienne”). Mityczni szaleńcy, którzy po pięciu dniach pracy w tygodniu, mają jeszcze ochotę i siłę odwiedzać w weekendy swoją Alma Matter. To oni najczęściej borykają się z trudnym wyborem, czy cierpiąc akurat na weekendowy syndrom dnia poprzedniego, nadal uczestniczyć w zajęciach.

Zerówka – specjalny termin egzaminu, przeznaczony dla wybranych, których nuda popycha w wir nauki wtedy, kiedy inni jeszcze nawet nie myślą o sesji. Później mają oni więcej czasu od innych, aby nudzić się w wakacje.